Browsed by
Kategoria: Science Fiction

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – preludium do historii, czyli nadrabiam zaległości (recenzja)

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – preludium do historii, czyli nadrabiam zaległości (recenzja)

Polska literatura fantastyczna to nie tylko Sapkowski i Lem, ale o tym wie już prawie każdy. Do najbardziej popularnych i rozpoznawalnych autorów należy również Jarosław Grzędowicz. Założył magazyn literacki „Fenix”, tłumaczy komiksy, napisał niepokojący zbiór opowiadań Księga jesiennych demonów a w 2005 roku pierwszy tom cyklu Pan Lodowego Ogrodu, który przyniósł mu największą popularność. Oczywiście, zabrałam się za czytanie tego dopiero teraz. Poniżej znajdziecie moje wrażenia z pierwszego tomu (kolejne tomy też zamierzam przeczytać). Miłej lektury! 😉

Read More Read More

Zaskakująco dobry serial SF – Ascension (recenzja)

Zaskakująco dobry serial SF – Ascension (recenzja)

Stacja SyFy słynie przede wszystkim z produkcji science fiction, chociaż nie zawsze są one najlepszej jakości. Ostatnio widać jednak pozytywne zmiany jeśli chodzi o seriale SF: niezłe Dark Matter, Killjoys i 12 małp i podobno rewelacyjne The Expanse (najpierw chcę przeczytać książkowy oryginał). Nie można jednak zapomnieć o ich miniserialu Ascension.

Read More Read More

Marsjanin – hodowla ziemniaków level master (recenzja)

Marsjanin – hodowla ziemniaków level master (recenzja)

Ridley Scott to bez wątpienia utalentowany reżyser. Jego ostatnichfilmy, nie zaliczyłabym do najbardziej udanych. Zarówno Prometeusz, jak i Robin Hood oraz Exodus: Bogowie i królowie to produkcje, które miały potencjał bycia czym lepszym. Ale niestety nie wszystko zagrało tak, jak powinno. Dlatego do ekranizacji jednej z najciekawszych powieści science fiction ostatnich lat, książki Marsjanin autorstwa Andy’ego Weira, podchodziłam z dużym dystansem. Chociaż zwiastuny zapowiadały, że możemy mieć do czynienia z naprawdę udaną produkcją.

Marsjanin z Mattem Damonem

Marsjanin jest filmem długim (trwa 2 godziny i 21 minut), ale praktycznie od samego początku jesteśmy wrzuceni w środek akcji. Nie ma tu długiego wstępu jak w Interstellar (ogólnie, podczas oglądania niejednokrotnie porównywałam te produkcje i muszę przyznać, że dzieło Scotta wypada lepiej). Postacie poznajemy „w biegu”, razem z rozwojem sytuacji. Matt Damon wciela się tu w rolę botanika Marka Watneya, który zajmuje się analizą środowiska na Czerwonej Planecie. Do końca zorganizowanej przez NASA misji badawczej zostało jeszcze trochę czasu, ale z powodu niesprzyjających warunków pogodowych i potężnej burzy piaskowej, kilkuosobowy zespół zostaje zmuszony do opuszczenia małej stacji badawczej na Marsie i powrotu do domu.

Jednak podczas ewakuacji, Watney zostaje uderzony przez odłamki i zostaje w tyle za uciekającym zespołem. Grana przez Jessicę Chastain Commandor Lewis (tylko czekałam, aż w filmie ktoś zwróci się do niej Commandor Shepard) na podstawie informacji o rozszczelnieniu kombinezonu botanika, podejmuje decyzję o zaprzestaniu poszukiwań i nieryzykowaniu zdrowia pozostałych członków załogi. Tak oto grana przez Mata Damona postać zostaje pierwszym kolonizatorem Marsa.

Jessica Chastain - Marsjanin

W filmie nie było tyle Jessicki Chastain ile bym chciała, to chociaż wstawię tutaj jej GIF

Produkcja jest dość długa, ale udało się w nim upchnąć liczne wątki i każda postać ma właściwie swoje pięć minut. Zdecydowanie na plus wypadają sceny, które pozornie mogłyby wydać się najmniej ciekawe. Watney przeszukujący opuszczoną bazę, uprawiający uprawy i rozwiązujący coraz więcej problemów przy tak długim, samotnym pobycie na nieprzyjaznej planecie budzi sympatię. Nawet pomimo braku większego zarysowania jego psychiki. Nie wiemy o nim zbyt wiele: jest botanikiem, prawdopodobnie nie ma żadnej rodziny oraz mimo ciężkiej sytuacji, radzi sobie nieźle i nie opuszcza go poczucie humoru. Ridley Scott idealnie zbalansował obecność scen dramatycznych, z tymi bardziej komediowymi. Wydawałoby się, że opowieść o samotnym człowieku na Czerwonej Planecie, z małą szansą na przeżycie i jakikolwiek ratunek, będzie pełna dramatu i depresyjności. Jednak niejednokrotnie cała sala kinowa wybuchała śmiechem podczas lżejszych momentów.

Ziemski punkt widzenia

Marsjanin nie jest, tak jak było w przypadku Grawitacji z Sandrą Bullock, filmem jednego aktora. Właśnie to, obok przepięknych krajobrazów Marsa oraz nacisku na wierność nauce (chociaż nie zawsze, ale o tym później) stanowi ogromny plus tej produkcji. NASA dość szybko odkrywa, że jednak Watney przeżył – pytanie tylko, jak długo będzie sobie radził, jak się z nim skontaktować i jak go uratować? W obsadzie filmu właściwie nie ma słabszego ogniwa. Zajmujący się powracającą z misji załogą Mitch Henderson grany jest przez Seana Beana i każdy miłośnik Władcy Pierścieni wybuchnie śmiechem, widząc nawiązanie do trylogii Tolkiena. Jeff Daniels wcielający się w szefa NASA również nie ustępuje pola, a Marsjanin może być jedną z jego najlepszych ról.

Znana głownie z komedii Kristen Wigg tym razem pokazuje swoje możliwości aktorskie w kinie science fiction wcielając się w rzeczniczkę prasową i osobę odpowiedzialną za wizerunek NASA w mediach. Jej wątek, pomimo tego, że jest drugo- albo i trzecioplanowy, bardzo dobrze pokazuje ogromną presję i stres podczas pracy na takim stanowisku. A także ogromny konflikt moralny  – czy społeczeństwo powinno wiedzieć o misji wszystko? A może jednak trzeba część danych zataić, aby program lotów kosmicznych i badania planet pozostał niezagrożony.

Dynamika panująca w zespole NASA jest rewelacyjna, momentami to właśnie sceny na Ziemi interesowały mnie bardziej, niż te na Marsie. Szkoda tylko, ze osoby wracające na Ziemię, nie miały więcej okazji na to, aby pojawić się na dużym ekranie. Jest to jednak zrozumiałe, bo i sama produkcja trwa 2.5 godziny, więc część wątków musiała zostać wycięta a postacie mniej rozwinięte. Film na tym wcale nie ucierpiał, a sam montaż zasługuje na pochwałę.

marsjanin na ziemi

Na serio, to było ciekawsze niż Matt Damon na Marsie 

Marsjanin podbija serca widzów?

Marsjanin nie zawodzi. To bardzo dobre kino science fiction, bez słabszych momentów. Fabuła jest spójna oraz sprawnie prowadzona. Każda postać ma idealnie dobranego aktora i pozostaje w pamięci na dłużej, a prawie dwie i pół godziny filmu mijają niezwykle szybko. I bez poczucia nudy. Zdecydowanie warto to zobaczyć.W filmach science fiction ogromną rolę odgrywają oprawa wizualna oraz nauka. Co do tego pierwszego, nie można mieć żadnych zastrzeżeń. O ile nie przepadam za produkcjami w 3D i jeśli jest możliwość obejrzenia filmu bez okularów, zawsze ją wybieram, tak tutaj zostało to zrealizowane naprawdę dobrze. Krajobrazy Marsa zapierają dech w piersiach, planeta pomimo braku roślinności zdaje się być niezwykle zróżnicowana pod względem ukształtowania terenu.

Trochę więcej zastrzeżeń można mieć do samej oprawy naukowej, ale to i w książce nie do końca pozostało zgodne z rzeczywistością. Najbardziej w oczy rzuca się tnieuwzględnienie mniejszego przyśpieszenia grawitacyjnego na Marsie w porównaniu z Ziemią i sama burza piaskowa. Na Czerwonej Planecie nie ma tak silnych zjawisk pogodowych. Ale żeby magia ekranu działała, czasami trzeba coś zmienić. Z resztą, sprawdźcie sami  – warto!

 

Star Trek, Star Wars, a ja wolę serię Mass Effect! ;)

Star Trek, Star Wars, a ja wolę serię Mass Effect! ;)

Zawsze miałam problemy z filmami zaliczanymi do klasyki. Wynikało to po części z tego powodu, że po prostu ich nie widziałam. Nie zawsze interesowałam się aż tak filmami, a oprócz tego w kolejce czekało mnóstwo książek, seriali oraz gier. A wypadałoby robić coś jeszcze oprócz tego. Dlatego moja lista filmów do obejrzenia na Filmwebie liczy obecnie 1780 tytułów. W pewnym momencie było to ponad 2500 produkcji, ale przejrzałam zestawienie i usunęłam to, co mogę obejrzeć kiedy indziej. Liczba nadal imponująca, ale do końca roku postaram się zmniejszyć ją do 1500 filmów. Kto wie, może mi się uda. Tymczasem wzięłam się za oglądanie starszych Star Treków, przygotowując się do obejrzenia W ciemność. Star Trek. I wrażenia mam cokolwiek mieszane.

Read More Read More