Dragon Age: Origins (PS3) – czy warto zagrać po latach?

Dragon Age: Origins (PS3) – czy warto zagrać po latach?

Jeśli lubisz gry cRPG, na pewno słyszałeś o serii Dragon Age. Do tej pory ukazały się już trzy odsłony, ale dla wielu osób to właśnie pierwsza z nich należy do tych najlepszych. Mnie osobiście ciężko się zdecydować, bo każda z nich ma inną stylistykę i sposób prowadzenia narracji i rozgrywki. Ostatnio na PS4 przeszłam drugi raz Dragon Age: Inquisition (kolejna platyna do kolekcji! Tak, mam na tym punkcie lekką obsesję, ale tylko lekką), a ponieważ miałam oczyścić miejsce na dysku PS3 na maraton gier z serii Yakuza, postanowiłam powrócić do leżącego od dłuższego czasu na dysku Dragon Age: Origins.

Dawno temu, na poprzedniej generacji konsol

Dragon Age: Początek ukazał się na PC, X360 i PS3. Wcześniej dwa razy przeszłam grę na PC: raz człowiekiem szlachcicem wojownikiem, a drugi raz elfką magiem z miasta. Tym razem przeszłam całą grę dalijskim elfem łucznikiem sprawdziłam pozostałe początki i zagrałam w dodatki:

  • Awakening (Przebudzenie)
  • Witch Hunt
  • Leliana’s Song
  • The Stone Prisoner

Poniżej, spoilerowo, w punktach, moje uwagi odnośnie gry. Te dobre i te złe. Dotyczące fabuły, gameplay’u i te totalnie „facepalmowe”:

1.     Początek jeden, a raczej sześć

To, co bardzo wyróżnia tą grę to ilość początków gry: mamy 3 rasy (człowiek, elf i krasnolud) i 3 klasy (wojownik, łotrzyk i mag), a w zależności od kombinacji, możemy mieć jedno lub więcej pochodzeń do wyboru. Od człowieka szlachcica do którego wszyscy odnoszą się z honorem, poprzez elfkę z obcowiska w Denerim (polecam granie kobietą, robi jeszcze większe wrażenie) poprzez krasnoluda i wybór gry jako bezkastowiec albo osoba z poważanego rodu. Szczególnie jako krasnolud warto wypróbować dwie opcje – ogromna różnica w zachowaniu NPC-ów w stosunku do postaci gracza.

Morrigan - czarownica z charakterem

W tym wpisie będzie dużo o Morrigan (źródło)

Podsumowując, mamy 6 opcji pochodzenia:

  • Człowiek szlachcic (ot standard)
  • Ludzki mag (chcę przygodówkę w jednym z kręgów, gdzie jest się magiem!)
  • Miejski elf (grajcie elfką, mój ulubiony origin)
  • Dalijski elf
  • Krasnolud plebejusz (drugi ulubiony origin)
  • Krasnolud szlachcic

Każdy początek zajmuje około godziny gry – nie są to może długie i rozbudowane sekwencje, ale naprawdę pozwalają spojrzeć na świat gry z różnych perspektyw. Zupełnie inaczej czujemy się jako człowiek szlachcic, mieszkający z luksusami na dużym dworze, gdzie większość odnosi się do nas z szacunkiem, a zupełnie inaczej jako krasnoludzki plebejusz, który generalnie z powodu systemu kast, nie ma właściwie nic do powiedzenia. Początki to jeden z najbardziej rozreklamowanych elementów gry i bardzo dobrze. Szkoda tylko, że w późniejszych grach z serii nie wykorzystano tego motywu.

2. Technikalia powinny być dalej, ale jeśli gracie na PS3…

No właśnie. Jeśli gracie na konsoli Sony, na pewno zauważycie od razu jedną, BARDZO złą rzecz – spadki FPS-ów! I to praktycznie w każdym etapie gry. Nie ważne, czy to wąski korytarz, czy środek rynku w Denerim. Spadki dzielą się na większe i mniejsze, ale są obecne cały czas. Nie utrudnia to znacząco rozgrywki, ale z pewnością psuje immersję. W wersji pecetowej oczywiście takich sytuacji nie ma (na PC koniecznie pobierz mody na lepsze tekstury).

Generalnie przy każdym starciu (szczególnie na początku) widać spadki FPS-ów i to znaczne. Nie jest to klatkowanie, ale przeszkadza w odbiorze. Po prostu chciałoby się, żeby gra nie sprawiała tym samym wrażenia takiej „topornej”.

Dragon Age: Początek - wersja na PS3

Dragon Age: Początek w wersji na PS3 – grafika wygąda znacznie gorzej niż na PC (źródło)

Spadki FPS-ów przekładają się również na wolniej działające menu i kolejne zakładki z ekwipunkiem i statystykami. Pozostając w tematyce interface – na padzie grało mi się całkiem nieźle (chociaż nie tak dobrze jak w DA: Inkwizycję na PS4), niemniej o wiele łatwiej jest grać wojownikiem, niż magiem, który ma więcej możliwości i trzeba się przeklikiwać przez menu kołowe. Trochę nieprzejrzyście wygląda system aktywacji umiejętności stałych – domyślnie taka umiejętność ma ikonkę „w ramce” i cóż, początkowo sądziłam, że to oznacza, że jest odpalona. A jednak nie 😛 Uruchomiona ma migające elementy dodatkowe.

3. Fabuła, czyli zostań wiedźminem, ale nie takim fajnym

Motyw z Szarymi Strażnikami miał duży potencjał. Niestety nie wykorzystano go do końca. Aż prosi się o dodanie większej ilości strażników albo odwiedzenie jakiegoś ich przyczółka w krainie. Niestety tak nie jest: gromadzimy za to sojuszników do naszej walki z pomiotami. Tak, to trochę podobny schemat co w Mass Effect 2.

Całe szczęście jest możliwość wyboru kolejności, w jakiej odwiedzimy Krąg, dalijskie elfy czy krasnoludów. W sumie trudno mi wybrać słabsze momenty w grze. Bardzo podobał mi się wątek walki elfów z wilkołakami, zjazd możnych oraz możliwość decyzji w sprawie prochów, ponieważ trudno w takiej sytuacji oszacować, która opcja jest tą najlepszą.

W grze można grać też złą postacią, doprowadzić do śmierci części towarzyszy lub ich nie dołączać w ogóle, ale mimo wszystko – nawet Ci źli są tu koniec końców pozytywnymi postaciami i gra kończy się podobnie. Szkoda, ale w aspekcie bycia złym bardzo duży potencjał ma nadchodząca gra Tyranny. Sprawdźcie więcej informacji o tym tytule przykładowo tutaj: Eurogamer.

Dragon Age - dialogi

Przeczytajcie książki z serii Dragon Age – jedna jest o Loghainie (źródło)

 

4. Dodatki do Dragon Age: Origins

Dodatków do Dragon Age: Origins wyszło dużo – najważniejszy z nich to Przebudzenie – zapewnia ponad 20 godzin gry. Reszta to przygody na godzinę, dwie.

Przebudzenie – dodatek lepszy od podstawki?

Przebudzenie to duży dodatek do podstawowej gry, oferujący kilkanaście godzin rozgrywki. Bohater trafia do Amarantu, lokacji w północno-wschodnim Fereldenie. Jego celem jest odbudowanie potęgi Szarych Strażników w tym miejscu. Ale gdy dociera na miejsce okazuje sie, że doszło do ataku na Twierdzę Czuwania i należy przygotować się na starcie z potężnym wrogiem – tajemniczym Architektem przewodzącym pomiotom.

Widać lepszą oprawę graficzną w stosunku do jedynki, ale nie tylko. Bardzo podobał mi się motyw z rozbudową twierdzy, podejmowaniem decyzji odnośnie wysyłki żołnierzy i rozwiązywania sporów. Bardzo lubię takie elementy w grach i z chęcią zobaczę ich jeszcze więcej w innych grach.

Dragon Age: Początek - towarzysze

Towarzysze od lewej: Velanna, Nathaniel Howe, Oghren, postać gracza, Anders, Sigrun i Justynianin

Na kolejną pochwałę zasługują towarzysze. Co prawda z żadnych z nich nie można mieć romansu (a w tym playthrough nie udało mi się zwerbować elfki Velanny), ale Anders, Justynianin, znany z podstawki Oghren, Nathaniel Howe i Sigrun to naprawdę ciekawe postacie. Szczególnie Nathaniel Howe, będący synem Rendona, który w podstawce zdradził teyrna Wysokoża i dołożył spory wkład w zabójstwo króla. Teraz Nathaniel mierzy się ze skutkami decyzji ojca i popadnięciem rodu w niełaskę.

Anders to świetny mag – na dodatek, będzie też pojawiał się w drugiej części, więc jeśli zamierzacie zagrać też w kontynuację – miejcie go w swojej drużynie. Zabawny, mający silne poglądy na temat pozycji magów, kręgów i templariuszy. A i najważniejsze – uwielbia koty i możecie mu jednego podarować 🙂

Dodatek to odrębna, spójna historia w której będziemy mieli do podjęcia parę ważnych decyzji. Pojawiają się questy poboczne, nowe lokacje i możliwości rozwoju postaci i wytwarzania run. Zdecydowanie najlepszy dodatek do Dragon Age: Początek.

Witch Hunt – czasami nawet Morrigan nie wystarczy

Morrigan to jedna z moich ulubionych postaci w DA: Początku (okej, ulubiona – tuż za nią jest Wynne, Zevran i z NPC-ów Anora). Dlatego byłam bardzo ciekawa tego dodatku, który niestety nie ukazał się w polskiej wersji językowej. Owszem, część tekstów w ekwipunku pojawia się w naszym języku, ale same dialogi są po angielsku. Dlatego jeśli nie znacie tego języka dość dobrze, może odpuśćcie sobie to DLC (i Leliana’s Song też).

Dodatek zaczynamy od przeszukania chaty Morrigan i Flemeth. Niestety czarownicy tam nie znajdujemy – trafiamy za to na elfkę, która szuka dla swojego klanu Morrigan i księgę, którą im skradła. Dodatek nie jest długi i obfituje w dużo walk, ale będziemy mieli okazję ponownie odwiedzić Krąg, zwiedzić elfickie ruiny i dowiedzieć się nieco więcej o tajemniczych lustrach elfów – Eluvianach. A i spotkasz równiesz Morrigan. Ale tylko na moment -.-

Morrigan i Alistair mają najciekawsze rozmowy w Dragon Age Morrigan ma najlepsze teksty z całej drużyny Dragon Age

Morrigan i Alistair mają najśmieszniejsze rozmowy, dlatego warto brać oboje do swojej drużyny (źródło)

Generalnie dodatek nie jest zły i w sumie jeśli lubisz Morrigan, chcesz pogłębić swoją wiedzę o świecie gry (Eluviany pojawiają się w kolejnych odsłonach) to zagraj. Ale nie jest to najlepszy dodatek.

Leliana’s Song, czyli wszyscy mówią, że jest źle, a mnie się podobało

Wielką fanką Leliany nigdy nie byłam (irytował mnie jej głos, zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji), dopiero w Dragon Age: Inkwizycji można docenić drogę, jaką przebyła ta postać i zastanowić się nad tym, kim się stała. W Leliana’s Song grałam po raz pierwszy i nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań. Wcześniej spotkałam się z opiniami, że to jeden z najsłabszych dodatków. I mile się zaskoczyłam!

Wcielamy się w rolę Leliany, jeszcze z czasów, gdy zajmowała się szpiegowaniem i miała romans z Marjolaine. Na pewno zauważycie tu recykling lokacji – trafiamy na rynek w Denerim, korytarze są dziwnie podobne do tych znanych z podstawki itd. Nie przeszkadza to jednak aż tak bardzo. Leliana może korzystać z łuku albo sztyletów i przez większość czasu towarzyszą jej dwie inne postacie. O dziwo, dodatek jest dość długi i ma nawet parę opcjonalnych zadań. Bardzo podobał mi się quest, w którym musimy pod osłoną nocy wykończyć pewną osobę na rynku Denerim. Można opcjonalnie podłożyć dowody, przenieść ciało i… zwalić wszystko na pijanego kapitana straży, leżącego przed karczmą. Świetny quest!

5. Warto, czy nie warto?

Moim zdaniem zdecydowanie – tak. Może niekoniecznie w wersję na PS3 – jeśli macie taką możliwość, zagrajcie na komputerze. W sieci jest mnóstwo modów, które dodają lepsze tekstury. Wersja na PS3 boryka się ze spadkami klatek i może to przeszkadzać grze. A poza tym – Dragon Age to świetny wstęp do serii, najbardziej zbliżony charakterem rozgrywki do klasycznych gier cRPG. Zdecydowanie warto!

Poniżej ciekawy filmik przygotowany przez TVGry.pl o tym, dlaczego wg nich to najlepsza część serii:

  • Hagath

    Żadna inna gra mnie tak nie wciągnęła jak ta (nawet Mass Effect, który jest moją ulubioną serią). Świetny pomysł na tyle początków i tekstów związanych z rasą danej postaci. Szkoda, że kolejne części były mało konsekwentne, tak jakby nie do końca wiedzieli, co zrobić z niektórymi wątkami z jedynki.

    • Naprawdę, wciągnęło Cię bardziej niż Mass Effect? Dla mnie to właśnie Mass Effect jest najbardziej wciągającym tytułem – ME 2 tuż po premierze przeszłam w sumie w 2 albo 3 dni. I od razu zaczęłam grać drugi raz.
      Te początki są bardzo fajne i możnaby było zrobić je chociażby w ME: Andromeda – pokazać, kim była nasza postać, zanim wyruszyła w podróż w nieznane. Ale tego na pewno nie zrobią, już by to zapowiedzieli 🙁

      • Hagath

        No cóż, Dragon Age’a potrafię przejść w jeden-dwa dni xD. Po prostu nie mogę odejść od komputera. Świetne postacie, teksty i relacje między bohaterami. Hmmm, Mass Effect to moja mała obsesja i uwielbiam go jako całość, ale DA:O ma w sobie to coś, że za każdym razem nie mogę się oderwać. Może dlatego, że ma się więcej swobody w tworzeniu własnego bohatera i w budowaniu relacji z innymi? Tak, trzy słowa: Zevran, Alistair, Morrigan 😀

        • Nie wiem, jak potrafisz przejść Dragon Age w jeden – dwa dni 😀 Mnie teraz zajęło to z miesiąc? Wiadomo, przy okazji dużo filmów, seriali, praca itd. Ale w jeden dzień. Dawno żadna gra mnie tak do komputera nie przyciągnęła. Ale niedługo Skyrim w wersji odświeżonej…

Comments are closed.