Legion samobójców, czyli Harley Quinn i długo, długo nikt (recenzja)

Legion samobójców, czyli Harley Quinn i długo, długo nikt (recenzja)

Są filmy, na które czekają wszyscy. No, prawie wszyscy. I w większości przypadków okazuje się, że to nie jest to, na co oczekiwali. Rzadko kiedy udaje się sprostać wymaganiom. Batman v Superman poległ, podobnie można powiedzieć o Ghostbusters (kolejna część najprawdopodobniej nie powstanie). Wymieniać można więcej: część z tych filmów okazała się być słaba, a część po prostu przeciętna. Legion samobójców również padł ofiarą klątwy oczekiwań fanów. Ale wiecie co? Nie jest aż tak źle!

Legion samobójców razy dwa

David Ayer potrafi kręcić niezłe filmy, co udowodnił między innymi Czasem próby, Bogami ulicy i Furią. I oglądając Legion samobójców widać, że włożył w to dużo siebie. Podobnie z aktorami – Will Smith czy Margot Robbie, oni naprawdę pokazali pełnię swoich możliwości przy takim, a nie innym scenariuszu. No właśnie i tu pojawia się problem i zderzenie zamierzeń z wizjami producentów. Szczególnie, że wcześniejszy Batman V Superman spotkał się z BARDZO krytycznymi recenzjami. Zarządzono dokrętki, ściągnięto aktorów na plan i… poproszono twórców zwiastunów Legionu o wprowadzenie lżejszego klimatu i kolorów.

Joker scena Legion Samobójców

Pomysł na scenę był fajny, szkoda, że nie było tak z całym filmem

Pewnie, można inspirować się takim Deadpoolem, który odniósł bezapelacyjny sukces. Tyle tylko, że film ten od początku powstawał pod kątem kategorii wiekowej 18+ i w ogólnie nie przejmował się cenzurą ( miał też świetną kampanię reklamową: http://wegotthiscovered.com/movies/20-best-moments-deadpools-marketing-campaign/).

Przy Suicide Squad jest inaczej. Ingerując tak w finalny produkt, burzy się przy tym zamysł oryginalnych twórców i psuje coś, co może nie do końca gra, ale stanowi całość. A tu bardzo łatwo zobaczyć, które fragmenty kręcili ludzie od zwiastuna, a które reżyser. Przykładowo, początek filmu to właściwie mnóstwo szybkich klipów prezentujących każdą postać. Ot taki teledysk muzyczny. Jedna scena z flashbackiem Deadshota i przeskakujemy do historii Harley itd. Wszystko utrzymane w bardziej zabawnej konwencji i muzyką w tle. Ogląda się to bardzo fajnie, ale zupełnie odstaje od tego, co mamy w kolejnych minutach.

Legion samobójców - bohaterowie

Diablo, Harley i Deadhoot – fajne postacie w niefajnym filmie

A jak prezentuje się sama fabuła? Po zakończeniu Batman v Superman Ziemia nie ma swojego obrońcy i rząd zastanawia się, jak zabezpieczyć się przed kolejnym potencjalnym zagrożeniem. Do akcji wkracza Amanda Waller (w tej roli rewelacyjna Viola Davis, znana m.in. z serialu How to Get Away with Murder). Jej plan jest prosty, ale dość szalony – stworzyć zespół antybohaterów z osób, które nie mają skrupułów i są zdolni do wszystkiego. Tylko takie osoby mają szanse powstrzymać ewentualne zagrożenie w przyszłości. Nie zespół wyszkolonych sił specjalnych, eskadra myśliwców albo ciężki sprzęt artyleryjski – zrobią to człowiek z bumerangiem i człowiek – krokodyl ¯\_(ツ)_/¯

Ekipa dobrych złych

Przechodząc do zespołu bohaterów – pamiętacie, jak oglądając Avengersów wcześniej znaliście chociażby część bohaterów? Tu jest ich w sumie trochę mniej, a i tak poznajemy tylko dwójkę:

  • Deadshoot grany przez Willa Smitha to mistrz strzelania, zabójca na zlecenie, a przy tym kochający ojciec.
  • Harley to dawna psychiatra w Arkham Asylum, która zakochała się do szaleństwa (dosłownie!) w Jokerze.
  • Boomerang (Jai Courtney) to cóż ciężko stwierdzić kto, poza tym, że jest z Australii i dobrze rzuca bumerangami i one-linerami.
  • Killer Croc (Adewale Akinnuoye-Agbaje) – przeciwnik Batmana, posiada ogromną siłę i dość “krokodyli” wygląd. W filmie jest dla żartów i jednej sceny.
  • Diablo (Jay Hernandez) – zaskakująco udana postać, prezentująca sobą pewne dylematy moralne. Bohater to Latynos, który nie do końca potrafi zapanować nad swoimi umiejętnościami korzystania z ognia. I dręczą go jego akcje gdy wpadł we wściekłość i skrzywdził swoją rodzinę.

Człowiek pochodnia - legion samobójców

Kompasem moralnym w filmie miał być Rick Flag – nieoczekiwanie został nim Diablo

  • Katana (Karen Fukuhara) – no więc jest taka bohaterka, która jest z Japonii, umie władać mieczem i rozmawia ze swoim mieczem, w którym tkwi jej ukochany i lubi z nim porozmawiać (sala wybuchła śmiechem na tej scenie). Bohaterki mogłoby też nie być, jej wątek jest w sumie zerowy i praktycznie się nie odzywa.
  • Rick Flag (Joel Kinnman) – to w sumie nie jest postać „dobrego złego” a po prostu „dobrego, okazyjnie lekko złego”. Bohater dowodzi zespołem Task Force X i jest przy okazji mocno zakochany w Jone Moone (Enchantress).

Brakuje scen, które pokazują bohaterów w innej sytuacji niż akcja. Same okazyjnie rzucone jednozdaniowe żarciki nie wystarczają. Po obejrzeniu filmu czuć niedosyt takimi postaciami jak Harley Queen (chciałoby się zobaczyć więcej flashbacków z jej udziałem) albo bardzo udanego Diablo. Za to spokojnie można było odpuścić sobie obecność w filmie Boomeranfa albo Killer Crocka. A zdobyty czas ekranowy dać innej postaci.

Margot Robbie

Ten fragment mógłby mieć inny tytuł, ale aktorka zasługuje na ogromne wyróżnienie. Pewnie Willl Smith i Viola Davis wypadają bardzo dobrze, ale to co na ekranie wyczynia Margot Robbie jako Harley Quinn!

Harley to psychiatra w Arkham Asylum, która szaleńczo zakochała się w Jokerze. Dla niego rzuciła wszystko i była gotowa spełnić każde jego życzenie. Ot taki mix szaleńczej miłości z Syndromem Sztokholmskim. Za każdym razem, jak jest na ekranie, kradnie scenę każdej postaci (tak, w moim odczuciu nawet Jokerowi).

Deadshoot i Harley ratują film

Deadshoot i Harley ratują film

Każdy detal stroju Harley jest doskonale przemyślany, a gestykulacja aktorki wzbudza duży podziw. Pojawiają się już plotki o osobnym filmie z Harley (i oczywiście Jokerem) w rolach głównych. Jestem na tak i bardzo czekam na kolejne doniesienia prasowe.

A wracając do samego filmu – Jest w tym tytule jedna scena, która bardzo zapadła mi w pamięć. Uwaga spoiler!!! Harley leci z Jokerem helikopterem, który rozbija się. Oczywiście my wiemy, że nie ma szansy, że Joker zginął, ale bohaterka nie. Zawsze głośna i charyzmatyczna, czeka na resztę Task Force X na masce auta i widać, że tym razem wcale nie jest jej do śmiechu. Ba, możemy zauważyć, że jest na granicy prawdziwego załamania. Szybko jednak zbiera się w sobie i na jej usta powraca uśmiech maskujący prawdziwą twarz. I emocje. Takich scen, które pozwalają poznać bohaterów poza flashbackami jest naprawdę niewiele i to duża bolączka tego filmu. Mogło być o wiele lepiej!

 HA HA HA HA HA

No właśnie. Joker to postać, bez której raczej nie byłoby aż takiego fenomenu Batmana. A występujący w te roli Heath Ledger stworzył kreację, która zostanie zapamiętana na lata. Szaloną, ale przy tym niezwykle inteligentną. Tak nieobliczalną, że każda scena z nim wzbudzała ogromny niepokój.

W Suicide Squad rola ta przypadła Jaredowi Leto. Aktor podobno niezwykle wczuł się w rolę, obejrzał mnóstwo materiałów z przemocą w roli głównej i włożył całego siebie we wszystkie sceny. I generalnie… jest tak sobie. Internet daje bardzo pozytywne komentarze o jego roli, ale mnie ona nie przypadła do gustu zupełnie. Może poza tym, jak świetnie się śmiał i jak w niektórych scenach z nim w roli głównej zadbano o odpowiednią scenerię. Ale poza tym – wątek Jokera mógłby się ograniczyć do samych flashbacków z nim i Harley.

A przechodząc do związku z Harley – jeśli graliście wcześniej w gry z Batmanem albo czytaliście komiksy -> możecie być wkurzeni. W Legionie Samobójców twórcy przedstawiają relację Jokera z Harley jako silną, szaleńczą miłość. W komiksach, Harley rzeczywiście szaleńczo kochała Jokera, ale ten, cóż – raczej nie przejmował się nią aż tak – przeżyje, to przeżyje, nie przeżyje – trudno itd. Imponowało mu raczej to, że tak wiernie za nim podąża i jest mu lojalna. Ot przydatna, darmowa i posłuszna pomoc. Film nie wykorzystuje tego motywu tak, jak powinien.

Joker i Harley Quinn

Jaki film, taki Romeo i Julia

 Zniszczę świat – bo foch!

Wypada wspomnieć o głównym złym, a właściwie złej – granej przez Carę Delevigne Enchantress. Co bardzo ciekawe, na pierwszego villaina w serii, DC wybrało postać, która włada magią. Dziwne, biorąc pod uwagę to, że ma ją pokonać m.in. człowiek z bumerangiem, ale ok. Kto twórcom zabroni (poza producentami).

Enchantress ma nawet parę scen wprowadzenia i poznajemy jej backstory. To potężna wiedźma władająca magią. Potrafi przechodzić przez ściany, teleportować się, latać, zmieniać rozmiary, latać i wiele innych. 7 tysięcy lat temu była razem z bratem Incubusem wielbiona przez ludy Ameryki Środkowej. Ostatnie tysiąclecia spędziła jednak zamknięta w totemie. W filmie jest mocno wkurzona, że nikt jej nie pamięta i każdy generalnie żyje swoimi problemami. Ot – taki foch, więc zniszczę świat. Oczywiście na początku filmu dochodzi do jej uwolnienia, a moce Enchantress próbuje kontrolować Amanda Waller.

Enchantress z Suicide Squad

Enchantress nie lubi, jak się o niej zapomina

Wybór magii już w pierwszej odsłonie nowej serii był moim zdaniem niezbyt trafiony. Squad powstał przede wszystkim do walki z postaciami, które są niejednoznacznie moralne i należy podejmować „niewygodne” decyzje. A magia? Do niej trzeba najczęściej równie magicznych superbohaterów. Ale Cara Delevigne wije się i dwoi i troi, żeby wypaść jak najlepiej. Więc koniec końców – nie wypada aż tak źle.

 Filmowy świat DC odkrywa kolory

Pamiętacie Człowieka ze Stali albo Batman v Superman? Te filmy niejednokrotnie były bardzo szarobure i oglądając miałam wrażenie, że ktoś za bardzo lubi Instagrama i użył za dużo filtrów. Legion Zabójców to inna historia. Jest kolorowo, ba – wręcz neonowo. Większość akcji dzieje się w nocy, naokoło pojawiają się liczne neony, a całość uzupełnia barwny strój Harley. I to jest bardzo, BARDZO fajne.

Strona techniczna filmu wypada bardzo dobrze. Oprócz wspomnianej muzyki i kolorystyki, efekty specjalne wychodzą w produkcji na duży plus. Akcji jest dużo, a Enchantress włada magią, czyli eksperci od efektów mieli ręce pełne roboty. Minusem jest wspomniana wcześniej niespójność w filmie – wizji teledyskowo – neonowej komedii i poważniejszego filmu akcji o bohaterach z problemami.

Operacja się udała, pacjent zmarł

Koniec końców pozostaje pytanie – czy film się udał? Trudno powiedzieć. Jest lepszy niż Batman v Superman, momentami widać przebłyski geniuszu (współpraca zespołu, zdecydowanie Amandy i postać Harley), ale to tylko przebłyski. Suicide Squad prawie się udało. Ale to prawie robi ogromną różnicę.

Antybohaterów było zbyt dużo i ich potencjał nie został wykorzystany. Winić za to należy przede wszystkim scenarzystów. A potem, jakby tego było mało – wersję reżysera bardzo mocno przemontowano. I wyszło co wyszło. Ale warto zobaczyć to na własne oczy i wyrobić sobie opinię.

 

Comments are closed.