Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – preludium do historii, czyli nadrabiam zaległości (recenzja)

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 – preludium do historii, czyli nadrabiam zaległości (recenzja)

Polska literatura fantastyczna to nie tylko Sapkowski i Lem, ale o tym wie już prawie każdy. Do najbardziej popularnych i rozpoznawalnych autorów należy również Jarosław Grzędowicz. Założył magazyn literacki „Fenix”, tłumaczy komiksy, napisał niepokojący zbiór opowiadań Księga jesiennych demonów a w 2005 roku pierwszy tom cyklu Pan Lodowego Ogrodu, który przyniósł mu największą popularność. Oczywiście, zabrałam się za czytanie tego dopiero teraz. Poniżej znajdziecie moje wrażenia z pierwszego tomu (kolejne tomy też zamierzam przeczytać). Miłej lektury! 😉

U góry po lewej pierwszy tom (oryginalna szata graficzna, później seria doczekała się nowego wyglądu okładek i po prawej autor: Jarosław Grzędowicz (źródło zdjęcia)

Prawie jak Ziemia, ale z magią

Pan Lodowego Ogrodu zaczyna się od wprowadzenia głównego bohatera (a właściwie jednego z dwóch, ale o tym później). Ziemianie opracowali sposób podróżowania na ogromne dystanse i odkryli planetę bardzo zbliżoną warunkami przyrodniczymi do naszej – Midgaard. Wszystko jest tam dość podobne do tego, co już znamy, ale nie do końca – zwierzęta mogą być o wiele większe, albo śmiertelnie niebezpieczne, ludzie (a właściwie humanoidy bardzo podobne do ludzi) mają prawie całe czarne oczy itd.

Planeta jest badana przez Ziemian, ale panuje jedna, bardzo ważna zasada – nieingerowanie w kulturę i życie jej mieszkańców. Naukowcy, którzy tam stacjonują mają za zadanie tylko i wyłącznie obserwować. Jednak już od dawnia nie było z nimi kontaktu. Na misję ratowniczą wyrusza odpowiednio przeszkolony i ucharakteryzowany Vuko Drakkainen. A zadanie nie będzie łatwe, bo planeta bardzo przypomina nasze wczesne średniowiecze, pojawia się magia, a elektryczność odmawia posłuszeństwa.

Jak widzicie z powyższego opisu – pomysł na ksiażkę (a właściwie cały cykl) jest bardzo ciekawy, chociaż Vuko to dość stereotypowy bohater. Lekturę czyta się jednak bardzo szybko, a Grzędowicz ma naprawdę dobry warsztat pisarski. Nie znajdziecie tu co prawda (póki co, może będzie to w kolejnych tomach?) rozbudowanych opisów świata przedstawionego, ale walki są efektowne, dialogi czyta się całkiem nieźle i książkę można pochłonąć naprawdę szybko. Brakuje tylko mapki krain, po której porusza się bohater.

Bohaterów dwóch

Wspominałam już o Vuko – początkowe rozdziały rzeczywiście dotyczą jego pierwszych korków w obcym świecie i poszukiwaniu badaczy, których jak się dość szybko okazuje – nie ma w zniszczonej stacji badawczej. Jest tajemniczo i razem z bohaterem czujemy zagubienie i nieustanne zagrożenie gdy przemierza lasy i widzi pierwsze efekty tajemniczej mgły. Czy naukowcy żyją i gdzie mogliby się udać? Od razu mogę was powiedzieć – w pierwszym tomie tego wszystkiego się nie dowiecie. Generalnie przeczytacie tylko wstęp. Szczególnie, jeśli chodzi o postać drugiego bohatera.

No właśnie – mniej więcej w połowie lektury poznacie nowego bohatera. Jest nim młody książę Tygrysiego Tronu, pobierający razem z braćmi wszechstronne nauki na dworze swojego ojca. W pierwszym tomie jest tylko parę rozdziałów z jego historii, ale czyta się je dobrze i szybko – zamiast historii o ekspoloracji, mamy do czynienia z lekką literaturą przygodową. Ale wiecie co? Rozdział, gdy młody następca tronu dostaje pod opiekę inteligentniejsze wersje surykatek/wydr/norek – bystretki i zastanawia się, czego je nauczyć i jak rozwijać ich kolonię… Przeczytałabym o tym i całą książkę!

Rozdziały o obu bohaterach przeplatają się już do końca książki, ale właściwie żadne wątek nie jest do końca zamknięty. Losy Vuko to bardzo duży cliffhanger, a wątek dalszych losów księcia także nie ma żadnego zakończenia.

Wstęp?

No właśnie. Prawie 550 stron lektury to tak naprawdę wstęp do większej całości – i sięgając po lekturę bądźcie na to gotowi. Nie wyjaśnia się tu właściwie nic, wątki są dopiero zarysowane, a i mam wrażenie, że nadal nie znamy kluczowych postaci. Dlatego pierwszy tom Pana Lodowego Ogrodu to preludium do właściwej akcji.

Brak postępu w fabule i jakiegoś zakończenia to tak naprawdę największe zarzuty, jakie mogę znaleźć wobec tej książki. No może obok braku postaci kobiecych – ale to pierwszy tom i w tle miga tajemnicza orędowniczka Podziemnej Matki.

Trudno ocenić Pana Lodowego Ogrodu. Tom 1 jako samodzielny tytuł – mimo wszystko to wstęp, co prawda dość długi, ale nadal wstęp do większej historii. Zabieram się już za drugi tom i na pewno po przeczytaniu wszystkich czterech umieszczę recenzję całego cyklu 😉

Pan Lodowego Ogrodu – gra planszowa?

Już wcześniej wspominałam, że po Polconie we Wrocławiu (piszę o tym tutaj), mam lekką dużą manię na punkcie gier planszowych. Co prawda w planszową wersję Pana Lodowego Ogrodu jeszcze nie grałam. ale z tego co widziałam ze zdjęć i recenzji – zdecdowanie warto jej poświęcić trochę uwagi.

Bardzo fajną recenzję gry macie pod tym adresem: http://gra.wstepna.pl/gry/pan-lodowego-ogrodu/

Pan Lodowego Ogrodu - gra planszowa

 

Co polskich autorów fantastycznych polecam:

  • Andrzej Sapkowski – cykl o Wiedźminie (tu nie ma zaskoczeń:P)
  • Jacek Piekara – cykl o Inkwizytorze (lekka lektura z inkwizycją o tym, jak Chrystus zszedł z krzyża? I’m in!)
  • Róża Jakobsze – Hajkuś – jak na razie dwa tomy Rhezusa, trzeci będzie wydany kiedyś (trwa szukanie wydawcy lub drukarni) – przeczytałam dwa tomy, niezbyt je pamiętam, choć bardzo podobał mi się koncept bohatera, który chce umrzeć, a nie może. Na pewno przeczytam je kiedyś jeszcze raz
  • Agnieszka Hałas – Dwie karty i dalsze tomy – bardzo fajne i niedocenione fantasy
  • Magdalena Kozak – Paskuda & Co. – ta lekka książka parodiująca bajki o księżniczce uwięzionej w wysokiej wieży podobała mi się bardziej, niż trylogia Nocarza
Comments are closed.