Tallulah – świetny film indie o kobietach na Netflixie (recenzja)

Tallulah – świetny film indie o kobietach na Netflixie (recenzja)

Od dłuższego czasu na Netflixie moją uwagę zwracał film opatrzony etykietą „Netflix Originals” – Tallulah. Ale nigdy nie miałam specjalnej ochoty go obejrzeć. Aż w końcu zobaczyłam zwiastun i dałam tej produkcji szansę. I dobrze!

Filmy o dzieciach lub z dziećmi w rolach głównych staram się strategicznie unikać. Naprawdę musi się wydarzyć wiele rzeczy na raz,  żebym obejrzała film, w którym małe dziecko jest w większości scen i stanowi kluczowy element fabuły. W tym wypadku skusiła mnie magia logo Netflixa (serwis zakupił prawa do filmu na festiwalu w Cannes) i obsada. W rolę tytułowej Tallulah wciela się Ellen Page i na ekranie partneruje jej Allison Janney. Wcześniej aktorki pracowały razem na planie filmu Juno i zdecydowanie widać między nimi chemię (nie w takim sensie, jaki Wam przyszedł na myśl, chociaż w filmie pojawia się wątek LGBT).

Tallulah, czyli wolność przede wszystkim

Tytułowa Tallulah (Page) to młoda dziewczyna, dla której najważniejszymi wartościami są wolność i samodzielność. Od lat mieszka i przemieszcza się podstarzałym vanem po USA. Towarzyszy jej chłopak Nico (w tej roli przeciętny Evan Jonigkeit). Jednak pochodzi on z zupełnie innego środowiska. Po prostu rzucił swoją rodzinę i wyruszył z bohaterką. Gdy dochodzi do kłótni z Tallulah o ich styl życia i wspomina o potrzebie ustatkowania się oraz znalezienia pracy –  chłopak znika, najprawdopodobniej wyruszając stopem do porzucone domu rodzinnego.

W taki sposób poznają się dwie najważniejsze postacie w filmie (filmowy debiut Sian Heder, reżyserki trzech pierwszych sezonów Orange is the New Black, to w ogóle bardzo kobiecy film). Tallulah dzięki informacjom o adresie zamieszkania na karcie, którą Nico ukradł matce, trafia na próg jej mieszkania. I tak to się zaczyna.

Tallulah - film, który pokazuje, że nie każdy chce i zdecydowanie nie powinien mieć dzieci i nie każdy nadaje się na rodzica

Dzieci nie zawsze oznaczają szczęście i w filmie nie boją się poruszać takich tematów

Bohaterka Ellen Page zbierając w jednym z hoteli jedzenie trafia pod drzwi bogatej żony z problemami, która nie umie poradzić sobie z macierzyństwem. Grana przez Tammy Blanchard kobieta myli Tallulah z pokojówką i prosi ją o pilnowanie jej małej córki, gdy ta wybierze się na spotkanie z innym facetem. Nie spoilerując dalej i przechodząc do sedna – bohaterka widząc warunki, w jakich jest trzymane dziecko, zabiera dziewczynkę ze sobą i pojawia się pod drzwiami mieszkania matki swojego zaginionego chłopaka twierdząc, że to jej wnuk.

Liczą się gesty i niewypowiedziane słowa

Tallulah (w skrócie Lu) i matka Nico, Margo (rewelacyjna jak zawsze Allison Janney) brylują i przyciągają uwagę widza. A to wszystko dzięki ich dobrej, stonowanej grze aktorskiej. Cały film opiera się własnie na ich dobrej grze aktorskiej i scenariuszu. Dialogi pomiędzy bohaterkami są wyważone, reżyserka wie, jak wykorzystywać ciszę i niedopowiedzenia, przez co każde zdanie albo gest nabierają jeszcze większego znaczenia. Margo to autorka książki o małżeństwie i relacjach w związku, czuje się samotna po opuszczeniu przez męża dla innego faceta, ale stara się zachować twarz. Jej prawdziwe uczucia poznajemy powoli, po małych gestach i dopiero później dojdzie do jej przemiany.

Tallulah - recenzja filmu, który wzbudził zainteresowanie na festiwalu w Sundance

Film jest pełen spokojnych scen i w sumie bardzo relaksuje

Naprawdę – dla Page i przede wszystkim dla Janney – zobaczcie ten film! To dobra pozycja na wieczór, poruszająca ciekawą tematykę (nawet, jeśli nie przepadacie za dziećmi tak, jak ja). I nawet ja, widząc scenę z matką zaniedbującą małe dziecko zastanowiłam się – czy bym je zostawiła? Chyba jednak nie…

Najsłabsze elementy filmu? Aktorzy drugoplanowi, czyli wcielający się w Nico Evan Jonigkeit oraz grająca rozchwianą emocjonalnie i zagubioną matkę – Tammy Blanchard. Ich gra zupełnie mnie nie przekonała, a ich postaciom brakowało charakteru. Zwłaszcza, że cały film od początku bardzo polegał na jakości gry aktorów.

Indie for the win!

Netflix zaskakuje, ponieważ wcześniejsze filmy pod szyldem giganta streamingu średnio przypadły mi do gustu – Beasts of No Nation i złe, bardzo złe The Ridiculous 6 z Adamem Sandlerem (moja recenzja tutaj). A Tallulah to przyjemny tytuł indie z kameralną atmosferą i dobrym aktorstwem dwóch aktorek. Polecam!

 

  • raya222

    Bardzo dobry film w którym nie boją się poruszać trudnych tematów. Trochę przywodzi na myśl Porozmawiajmy o Kevinie, gdzie również pokazali, że posiadanie dzieci nie zawsze oznacza szczęście i happy ending. Sama relacja pomiędzy Lu i Margo została przedstawiona w ciekawy sposób. Widać jak duży wpływ mają na siebie obie kobiety. Nic tylko oglądać 🙂

    • O tak, „Porozmawiajmy o Kevinie” to też świetny film o macierzyństwie, chociaż na pewno bardziej dobijający. Ale też mi się podobał 🙂

Comments are closed.