Zaskakująco dobry serial SF – Ascension (recenzja)

Zaskakująco dobry serial SF – Ascension (recenzja)

Stacja SyFy słynie przede wszystkim z produkcji science fiction, chociaż nie zawsze są one najlepszej jakości. Ostatnio widać jednak pozytywne zmiany jeśli chodzi o seriale SF: niezłe Dark Matter, Killjoys i 12 małp i podobno rewelacyjne The Expanse (najpierw chcę przeczytać książkowy oryginał). Nie można jednak zapomnieć o ich miniserialu Ascension.

Ascension kapitan

Tego aktora znacie już z Cougar Town, tutaj ma trochę bardziej odpowiedzialną rolę

Serial zaczął być emitowany w grudniu 2014 i składał się z sześciu odcinków. Stacja nie przedłużyła go na kolejny sezon, ale i bez tego stanowi spójną całość. Chociaż niestety ostatnia scena to spory cliffhanger. Co to właściwie jest?

Na koniec świata i jeszcze dalej

Tytułowy Ascension to statek kosmiczny Stanów Zjednoczonych. W latach 60. Zimna Wojna trwała w najlepsze i obawiano się zagrożenia wybuchu wojny atomowej. Zakładano, że praktycznie nikt jej nie przeżyje. Dlatego uruchomiono specjalny program kosmiczny i w odległą galaktykę wysłano statek kosmiczny, który po ponad 100 latach dotrze do planet zdolnych do zamieszkania i osiedlenia. Ot, tacy ziemscy kolonizatorzy. Tyle tylko, że kolonizatorzy będą już minimum trzecim z kolei pokoleniem podróżników. Akcja toczy się w czasach współczesnych, co oznacza, że nasi bohaterowie to już kolejne pokolenie.

Przez większość czasu oglądamy wnętrza Ascension, natomiast równolegle obserwujemy przebieg zdarzeń na Ziemi. Wstępem do wszystkich wątków jest śmierć jednej z nastolatek na statku – uśmiechnięta, towarzyska Lorelei jest bardzo lubiana i cieszy się dużą popularnością. I nagle, jej zwłoki zostają znalezione na sztucznej plaży. Nikt nawet nie chce sądzić, że to coś innego, niż wypadek. Na wszelki wypadek kapitan zarządza śledztwo, w celu wyjaśnienia jej zgonu. I tak zaczyna się paroodcinkowa przygoda.

Ascension obsada serialu

W latach 60. mieli naprawdę współczesny gust i podejście do designu

Większość zdarzeń śledzimy oczami Aarona, czarnoskórego bohatera z niższych pokładów, któremu udało wspiąć się wyżej i zająć wysokie stanowisko kierownicze. Jego pochodzenie wzbudza jednak wiele wątpliwości wśród jego współpracowników i nowego otoczenia klasy wyższej. Podział klasowy na statku ma się bardzo dobrze i stanowi jeden z głównych motywów produkcji. Osoby z niższych pokładów wykonują cięższą fizycznie pracę, trudniej im awansować, a tymczasem obywatele z „wyższych sfer” wypoczywają częściej na plaży, piją drinki i obserwują tańce pięknych kobiet ćwiczących pod czujnym okiem Viondry (w tej roli świetna Tricia Helfer).

Kosmos i nieograniczone możliwości?

Każdy element życia osoby na statku jest odgórnie zaplanowany – trudno tu awansować społecznie, decyzje o pracy nie są samodzielne, a dobieranie się w związki i rodzenie dzieci są ściśle kontrolowane, rządzi tu genetyka. Na Ascension obowiązują jasne zasady i nie ma tu miejsca na luz i marzenia. Szkoda, że produkcja nie sili się nawet na danie jakichkolwiek odpowiedzi na te problemy i dylematy, targające bohaterami.

Wszystkim pasażerom statku towarzyszy zatem poczucie bezsilności, z którą borykają się na co dzień. To nie oni podjęli decyzję o podróży i to nie oni zobaczą jej cel – są tylko i wyłącznie kimś „pomiędzy”. Historia o nich zapomni, co trafnie zauważa kapitan:

Kapitan, który wystartował i kapitan, który wylądował – tylko ich zapamięta historia. Kogo obchodzi ten pomiędzy.

W rolę kapitana wciela się Brian Van Holt, znany z roli wyluzowanego męża głównej bohaterki w serialu Cougar Town. Początkowo było mi ciężko przyzwyczaić się do jego znacznie bardziej dystyngowanej roli bez uśmieszków i wygłupów.

ascension design

Bardzo podobał mi się wygląd wnętrz i jakość wykonania (ale Tricia Helfer też należy do zalet tego serialu)

W międzyczasie śledzimy powoli rozwijający się wątek rozgrywający się na Ziemi ( nie chcę tu nic zdradzać odnośnie rozwoju fabuły) i poszukiwania prawdy o tajemniczym projekcie z czasów Zimnej Wojny. Już w drugim odcinku dochodzi do zaskakującego wyjawienia prawdy o projekcie (nie będę spoilerować), co całkowicie zmienia sposób oglądania serialu. Czy to dobrze, czy to źle? Ciężko powiedzieć.

Historie nieopowiedziane

W każdym razie akcja szybko idzie do przodu, wprowadzane są nowe postacie i czasami aż szkoda, że Ascension nie składa się przykładowo z 8 odcinków. Byłoby więcej możliwości na pokazanie bohaterów. A tak potencjał postaci nie jest wykorzystany: pokazanie relacji między lekarką Juliet Bryce a nadanym jej przez system mężem Ralstonem, flashbacki z życia Aarona – ten potencjał nie został wykorzystany. Ponieważ uwielbiam zarówno filmy jak i książki z motywem długiej podróży kosmicznej, bardzo brakowało mi scen, w których pokazane jest codzienne życie na statku. One oczywiście są, ale mogłoby być ich więcej.

W filmie są też dość dziwne niedoróbki. Lata 60. miały bardziej kosmiczne technologie niż my teraz (chociaż część z nich jest łatwa do wyjaśnienia przez fabułę). Z jednej strony – ogromne przestrzenie i nowoczesne windy. Z drugiej strony stare filmy i odtwarzacze oraz centrum dowodzenia z minimalną ilością elektroniki. Powinno być nierealistycznie i irytująco, a tymczasem – bardzo mi się to podobało. Ciągle śledziłam detale i zastanawiałam się – co zrobią źle i wcale nie będzie pochodzić z tamtego okresu. A trzeba dodać, że wnętrza zostały wykonane bardzo dobrze i cały czas pojawiają się kolejne lokacje. Widać, że nie skąpiono na to budżetu i kręcono na więcej niż paru planach.

Ascension wkurzająca dziewczynka

W serialu nie mogło zabraknąć wątku irytującej dziewczynki

Scenarzyści spisali się nieźle, chociaż im dalej, tym więcej absurdów i moja opinia o serialu powoli się obniżała. Część śmiesznych działań bohaterów można wyjaśnić bardzo prosto – ograniczeniami budżetowymi podczas tworzenia produkcji (lepiej dokonać recycklingu postaci, niż zatrudniać kolejnych statystów) i czasami niektóre postacie są ekspertami od wszystkiego i odnosi się wrażenie, że na statku generalnie mieszka i żyje około 60 osób, z czego minimum 20 to stewardessy.

Pora na nadprzyrodzone

Ogromnym zawodem było dla mnie wprowadzenie wątku nadprzyrodzonego. Nie spodziewałam się tego w tym serialu (w pierwszym odcinku miałam za to poważne obawy, że nagle pojawią się obcy) i muszę przyznać: jest to zrobione tak sobie. Ale mimo wszystko, jednocześnie prowadzone są inne wątki, więc da się to oglądać dalej.

Serial mógłby być jeszcze lepszy, gdyby otrzymał dodatkowe dwa odcinki, pomagające rozwinąć bohaterów i pokazać ich rozterki emocjonalne. Zdarzają się głupotki logiczne i niewykorzystany potencjał postaci. Tricia Helfer jako żona kapitana powinna pojawiać się o wiele częściej, zwłaszcza, że z mężem tworzyli zgrany duet na miarę tego z House of Cards. Ale jeśli lubisz Mass Effecta i Star Treka, podobał Ci się Farscape albo Battlestar Galaktyka i brakuje Ci dobrego) SF – to jest to serial SF dla Ciebie!

PS Polecam przeczytać świetną książkę science fiction, należącą już do klasyki (w nowych wydaniach nie spoilujcie sobie nic czytając opis książki na okładce) – Non Stop Briana W. Aldissa. To była pierwsza lektura SF, jaką przeczytałam i do tej pory mam do niej sentyment 🙂

Comments are closed.